Jestem patolą 500+

0 Flares 0 Flares ×

Mam na imię Joanna. I jestem pasożytem czerpiącym z tego, co inni porządni, rozmodleni, zapracowani do granic przyzwoitości Prawdziwi Polacy wlewaja do państwowego budżetu. Jestem opluwana w każdej gazecie, na każdym czacie, sracie i innym komunikatorze społecznym. Jestem wiaderkiem pomyj co to je ręka budżetowego dawcy zmieszała z patologiami najprzeróżniejszymi od picia i bicia począwszy aż po jawne kurewstwo. Jestem jak to wywrzeszczane w piosence mniej niż zero mimo iz maturę posiadam, a jakże. Nic to jednak nie znaczy.

Siedzę w tym gównianym tygielku z inną patolą tylko dlatego, że po raz nie pracuję, czyli pasożytuję na mężu jak ta huba, nie ważne że rodząc mu dzieci, gotując piorąc i te de, bo to każdy głupi potrafi i żadna to męczarnia , żadne tam porównanie do tych prawdziwych umęczeń zawodowych..po dwa dlatego że swoje chciejskie łapy wyciągam do budżetu po to co inni tam wsadzają i ciułają jak w skarbonce bez dna zupełnie bez sensu ,a niby jakim prawem…po trzy dlatego że ośmieliłam sie mieć troje dzieci. W państwie prawa, demokracji, wiary w cuda, krwawiące opłatki, w państwie indoktrynacji religijnej dzieci w wieku przedszkolnym, w państwie w którym orzeł z godła zaczyna ewoluowac w oskubanego koguta co to tylko o honorze i kazdemu do gardła…w takim państwie podszytym miłosierdziem gminy jestem Matką Patogenką. I nie mam nic wspólnego z Matka Polką. Mimo tych trzech synów. Których na pewno nie wychowam w takt owej indoktrynacji, więc tym bardziej nic mi się od naszego państwa należeć nie powinno.

Hejted!

Mam na imię Joanna. Jestem …sobą. Matką. Żoną. Siostrą. Córką..Mam trzech synów. Wszyscy trzej maja dysfunkcje rozwojowe.

Najstarszy został kopniety w dupsko przez biologicznego ojca kiedy miał lat 3,5. Bo miał matke sierotę co nie umie zawalczyc o siebie i podkłada się na kazdym kroku podstawiając pod nos ciepły obiad i wsuwając na stopy ciepłe kapcie. To miłość…Znoszącą upokorzenia kolejnych zdrad przepłakanych, ale trwającą przy mężu. To głupia toksyczna miłość.

Środkowy ma rózne stany skupienia umysłu i mimo że potrafi przestrzennie zrobić każdą budowle ze wszystkiego co mozna ze soba połączyć, kompletnie nie zna podstaw. Dysfunkcja polegająca odwracaniu liter i cyfr takich jak 3, 5 , 7, trudnosci z czytaniem, zakrawająca na fobie niechęć do ćwiczeń fizycznych wszelkiego rodzaju..znajomo brzmi? Że dysgraficznie i dyslektycznie? Tak tak, ja wiem, ja mam cały czas taki sam stosunek do tych wszystkich zaświadczeń wydawanych hurtowo i na przysłowiowa” pałę”. Wdrażam się w inne myslenie. Wdrażam sie w takie że być może ciężka praca nad pisaniem i dukaniem czytaniem nie wystarczy i faktycznie jakies orzeczenie nam sie pojawi..Wdrażam się…

Najmłodszy, Budda, niespełna trzylatek. Astmatyk ze stwierdzoną, nie wydumana astmą wczesnodziecięcą. Na wziewach dwa razy dziennie, plus dodatkowe medykamenty. Pod stałą opieką pulmonologa. Z zaostrzeniami przynajmniej dwa razy w roku kończącymi sie w najlepszym przypadku dexavenem w dupsko a  w najgorszym hospitalizacją. Nie przemęczać fizycznie, nie narażać na stres, nawet nie denerwować..nie, nie stosuję się. Nie jestem w stanie dać sobie wejśc na głowe trzyletniemu terroryscie. Staram sie życ z nim normalnie. Inaczej nie umiem. Ma w związku z ta astma i alergią na sierść kota i psa ( 6/6 i 5/6) orzeczona niepełnosprawność. Na rok. Ja wiem. Z tego sie wyrasta. Są dzieci brdziej chore. Ale to on jest mój. On.

Patologia co?

Wszystko co odbiega od ogólnie przyjętych norm to patologia. Tak jak każda rzecz która na nas urosnie zupełnie niepotrzebnie to nowotwór. Tylko patologia patologii nierówna a nowotwór nowotworowi moi Państwo.

Niepełnosprawność Buddy podwyższyła nam próg dochodowości i owszem 500+ mamy na trzech. Jestesmy więc krezusami. Narobilismy sobie dzieci, dysfunkcyjnych w dodatku.I czerpiemy korzyści. No zwłaszcza ja. Bo mąż to przynajmniej pracuje…

Wiecie co? Pocałujcie mnie w dupę.

Polecam każdej świętojebliwej bezdzietnej pani co mnie palcem przy kasie w gminie pokazuje, ze ta to teraz pewnie odskoczy żeby sobie spróbowała takiej patologii słodkiej. Nie nalewkowej i podsklepowej, nie beztroskiej od butelki do butelki, nie z wyciągnieta ręką naprawdę za nic…tylko tej mojej codziennej. Na moim etacie nie 40 godzin tygodniowo a w systemie 24/24. Nie w beztrosce kawkowania a w trosce wychowywania.Nie w zakłamanym miłosierdziu a w autentycznej miłości. W zmęczeniu równym etatowemu a kto wie czy nie wiekszym…Ja nie dysponuje związkami zawodowymi, nie moge iśc na roczny zdrowotny, nie mogę odejśc od łózka pacjenta..nie dostaje podwyżek i gratulacji..nagród i gratyfikacji..ja jestem zawsze i muszę byc zawsze..

Czy ja narzekam? Nie. Otóż nie..

Ja chcę żeby mnie doceniono. Jako kobietę , która pracuje. Jest lekarką, pielęgniarką siostra miłosierdzia, sprzataczką, nauczycielką, rycerka jak trzeba..jest domowym ogniskiem które się tli dzięki niej. Jest spójnikiem. Kobietę i matkę tej patologicznej trójki. Nie jestem pijana kurwą na przystanku pks co wyda wszystko na morze wódki i odda sie byle komu czerpiąc wielka przyjemnośc z owej ” pińcetki”, w orgazmicznym bełkocie wychwalając prezesa bo dał…I nie jest to zaden feministyczny krzyk , bo do feministek to mi akurat nie po drodze. To tylko prośba. Bo co ja mogę..

Co ja tam wiem..

Co ja umiem..

Umiem na przykład nie myśleć że każdy pięćsetkowicz to patola.

A to dużo.

Dobrej nocy.